Nabici w "Małą retencję"

Nabici w "Małą retencję"

2026-01-21

„Mała retencja” brzmi jak coś niewinnego, wręcz sympatycznego. Mała rzecz, mały wysiłek, duży pożytek dla klimatu. W folderach miasta wygląda to jak pocztówka z zielonego raju: beczki z deszczówką, kwitnące ogrody deszczowe i szczęśliwi mieszkańcy podlewający pelargonie.

Rzeczywistość na Szamarzewskiego wygląda mniej jak katalog Aquanetu, a bardziej jak scenografia do filmu katastroficznego klasy B: wiadra, zalane dziedzińce i wspólnoty, które po zainstalowaniu „ekologicznych” rozwiązań zaczęły płacić więcej niż przedtem.

🧭 Spis treści kliknij, aby rozwinąć

Program, który wie wszystko – poza tym, co ważne

Regulamin miejskiej dotacji jest perfekcyjny w jednym: wie, jak wypełnić tabelki. Wie, kto może złożyć wniosek, jakie załączniki dołączyć i w jakim terminie. Natomiast nie ma w nim ani słowa o tym, jak instalacja ma działać, żeby nie narobić szkód.

Nie ma wymogu:

  • przelewu awaryjnego do kanalizacji,
  • zabezpieczeń przed przelaniem,
  • minimalnych standardów technicznych,
  • ani planu na to, co zrobić z wodą przez większą część roku, kiedy rośliny jej po prostu nie potrzebują.

🧩 W praktyce: miasto mówi: „oto dotacja – reszta to wasz problem”.

Czy urzędnik powinien zauważyć, że coś jest źle?

Formalnie — nie. Urząd Miasta nie jest projektantem ani inspektorem nadzoru. Sprawdza papiery, nie rury. Jeśli wspólnota wpisze „zbiornik podziemny 7000 litrów”, to dla urzędu temat jest zamknięty.

Tyle że to trochę tak, jakby miasto dopłacało do samochodów bez hamulców, a potem mówiło: „przecież nikt nie kazał wam jeździć z górki”.

⚠️ Pytanie, którego nie da się ominąć: jeśli program jest finansowany z publicznych pieniędzy i reklamowany jako „proklimatyczny”, to czy naprawdę nie powinien mieć żadnych standardów bezpieczeństwa?

Formularz, który podpowiada zły wybór

Wystarczy spojrzeć na sam wniosek o dotację. Pierwsze opcje do zaznaczenia to:

  • ☐ zbiornik naziemny
  • ☐ zbiornik podziemny

Dopiero gdzieś na końcu pojawia się enigmatyczne „modernizacja systemu deszczowego”. Nie ma słowa o ogrodach deszczowych, nieckach, korytach spływowych czy skrzynkach rozsączających — czyli rozwiązaniach, które Aquanet w swoich materiałach uznaje za często bardziej sensowne w gęstej zabudowie miejskiej.

Nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć przekaz: „chcesz dotację? Kup zbiornik”.

Czy oznacza to, że miasto „wpuściło wspólnoty w maliny”? Formalnie zapewne zaprzeczy — i trudno byłoby dowodzić złej woli. Faktem pozostaje jednak, że konstrukcja programu i samego formularza skłania do wyboru zbiorników, choć w wielu przypadkach — zwłaszcza w zabudowie wielorodzinnej — nie są one rozwiązaniem optymalnym.

Szamarzewskiego 36 – kiedy retencja staje się powodzią

Listopad 2025. Pierwsze roztopy. Nowe, błyszczące zbiorniki na Szamarzewskiego 36 wypełniają się po brzegi… i zaczynają się przelewać. Woda stoi na dziedzińcu, mieszkańcy patrzą, a ekipa budowlana biega z wiadrami, żeby ratować sytuację.

Zamiast chronić podwórko przed wodą, instalacja ją… dostarczyła.

Powód? Brak sprawnego przelewu awaryjnego do kanalizacji i brak sensownego sposobu na „odzyskanie pojemności” zbiornika po opadzie. Błąd projektowy? Tak. Niespodzianka? Nie — jeśli ktoś zna realia takich systemów.

Szamarzewskiego 36 – zalany dziedziniec i prowizoryczne odwadnianie
Szamarzewskiego 36: prowizoryczne „odwadnianie” dziedzińca po przepełnieniu zbiorników.
Szamarzewskiego 36 – powódź na dziedzińcu kamienicy
Szamarzewskiego 36: „Mała retencja” w praktyce — zalany dziedziniec przez zraszacze.

⚠️ Wniosek: bez standardów bezpieczeństwa i poprawnego projektu „proklimatyczna” inwestycja może generować ryzyko podtopień i dodatkowe koszty — dokładnie odwrotnie, niż obiecuje program.

Ekologia, która kosztuje

Inna wspólnota z Szamarzewskiego zrobiła to, czego zabrakło miastu: policzyła pieniądze.

Pozycja Kwota Komentarz
Roczna oszczędność na opłatach za deszczówkę 100,74 zł Oszczędność operacyjna
Roczny koszt pomp (energia + serwis) 886 zł Koszt utrzymania instalacji
Bilans roczny −785,26 zł Strata rocznie
Koszt całej inwestycji 86 087,53 zł CAPEX
Dotacja miasta 50 000 zł Wsparcie publiczne
Wkład własny wspólnoty 36 087,53 zł Środki mieszkańców

🧾 W przekazanych obliczeniach: „Czas potrzebny do zwrotu inwestycji: nie dotyczy.” Czyli finansowo to się po prostu nie zwróci. Nigdy.

Mała retencja - analiza rentowności inwestycji dla budynku wielorodzinnego
„Mała retencja” analiza rentowności inwestycji dla budynku wielorodzinnego.

7000 litrów – dużo czy mało?

Dane pokazują, jak szybko taki zbiornik przestaje być „retencyjny”. Przy powierzchni zlewni 448 m² i pojemności 7000 litrów:

  • przy silnym deszczu zbiornik napełnia się w około godzinę,
  • przy ulewie — w 20–30 minut.

Czyli dokładnie tyle, ile trwa pierwszy akt burzy. Potem? Zbiornik pełny, a woda i tak płynie dalej.

Zima – sezon, o którym program milczy

Od października do marca rośliny nie piją, a zbiorniki stoją pełne. Retencja? Tylko na papierze. Kolejny opad? Przelew — albo w najlepszym wypadku kanalizacja, w najgorszym: dziedziniec.

Regulamin nie mówi ani słowa o tym, co robić z wodą poza sezonem wegetatywnym. W praktyce wspólnoty zostały z problemem same.

Gdzie program ma sens (i gdzie go dziś nie ma)

Problemem nie jest sama idea zatrzymywania deszczówki — problemem jest dominujący model realizacji, czyli szczelne, podziemne zbiorniki z pompami i elektroniką, które mają „obsługiwać” wodę przez cały rok tak samo.

🌦️ W polskim klimacie retencja musi być sezonowa:
W sezonie wegetacyjnym (wiosna–lato–wczesna jesień) woda powinna być przede wszystkim zatrzymywana i wykorzystywana przez rośliny.
Poza sezonem (późna jesień–zima–wczesna wiosna) deszczówka może być tymczasowo buforowana, ale ostatecznie powinna trafić do kanalizacji burzowej.

Co działa lepiej niż podziemne „skarbonki na wodę”?

🌿 Ogrody deszczowe i niecki retencyjne — sensowne latem, z przelewem zimą

Latem spowalniają spływ, zatrzymują wodę i pozwalają jej odparować przez rośliny. Zimą — powinny mieć przelew do kanalizacji burzowej, żeby nadmiar wody mógł bezpiecznie odpłynąć.

🌊 Koryta spływowe i zielone rynny — estetyka + funkcja przez cały rok

Prowadzą wodę w sposób kontrolowany:

  • latem kierują ją do zieleni,
  • zimą — bezpiecznie odprowadzają nadmiar do kanalizacji.

🟦 Małe, naziemne zbiorniki detencyjne — bufor zamiast magazynu na wieczność

Najbardziej racjonalny kompromis to:

  • w czasie opadu woda trafia do małych, naziemnych zbiorników detencyjnych,
  • latem można ją stopniowo wykorzystać do podlewania,
  • poza sezonem zbiorniki działają jako bufor — przyjmują wodę, spowalniają spływ,
  • a potem powoli opróżniają się grawitacyjnie do kanalizacji dzięki tzw. dławionemu odpływowi (stałemu, nisko położonemu otworowi odpływowemu).

Klucz: nie potrzeba pomp, elektroniki ani biegania z wiadrami — tylko dobrze zaprojektowany, prosty odpływ oraz przelew awaryjny.

Automatyczne opróżnianie? Pomysł gorszy od choroby

Rozlewanie wody zraszaczami po podwórzu to przepis na wilgotne piwnice, podtopione chodniki i zimą — lodowisko pod oknami.

Rozwiązaniem raczej w tym przypadku nie jest „więcej technologii”, tylko mniej: prosty, grawitacyjny odpływ + przelew awaryjny do kanalizacji.

Krescenty Nowacki – mieszkaniec Jeżyc, który zadał niewygodne pytania

W całej tej historii szczególną rolę odegrał Krescenty Nowacki. To on jako pierwszy zebrał dane i rozpoczął merytoryczną dyskusję o sensie programu.

Zamiast bezrefleksyjnie klaskać „zielonym” hasłom, zapytał:

  • czy to się opłaca?
  • czy to działa?
  • czy to nie zaszkodzi budynkom?

Jego zdjęcia, wyliczenia i pytania stały się impulsem do szerszej, niewygodnej — ale koniecznej — debaty.

Kto naprawdę wygrywa, a kto płaci?

Realnych „zwycięzców” wśród mieszkańców budynków wielorodzinnych właściwie nie ma. Duże wspólnoty nie wygrywają — skoro muszą wkładać dziesiątki tysięcy złotych w projekt, który ekonomicznie nigdy się nie zwróci i generuje stałe dodatkowe koszty eksploatacji.

Wygrywają raczej:

  • firmy projektujące i montujące instalacje,
  • producenci zbiorników, pomp i automatyki,
  • oraz — w wymiarze wizerunkowym — samo miasto.

Płacą:

  • wspólnoty,
  • mieszkańcy kamienic,
  • i podwórka, które przy złym projekcie dostają dodatkową porcję niepożądanej wody.

📌 Co ciekawe: oficjalna lista beneficjentów sugeruje, że „Mała retencja” najczęściej działała sensownie tam, gdzie była naprawdę mała i tania — proste zbiorniki naziemne, beczki, ogrody deszczowe. Ironia polega na tym, że program najlepiej sprawdza się dokładnie wtedy, kiedy nie próbuje robić z niej „wielkiej instalacji”.

Co trzeba zmienić – jeśli to ma mieć sens

  1. Obowiązkowe przelewy awaryjne do kanalizacji.
  2. Minimalne standardy techniczne dla instalacji.
  3. Realny, sezonowy model zarządzania wodą.
  4. Priorytet dla prostych, grawitacyjnych rozwiązań zamiast drogich systemów z pompami.
  5. Większy nacisk na ogrody deszczowe, niecki i koryta spływowe — tam, gdzie to ma sens.
  6. Zamiast jednego, uniwersalnego schematu dla wszystkich, wniosek powinien uwzględniać, że inaczej wygląda retencja przy domu z ogrodem, inaczej na podwórku kamienicy, a jeszcze inaczej tam, gdzie zieleni nie ma wcale - w tym kontekście zasadne wydaje się rozważenie bliższej, systemowej współpracy Urzędu Miasta z Aquanet Retencja Sp. z o.o. (częścią Grupy Aquanet), która posiada praktyczne doświadczenie w projektowaniu i zarządzaniu rozwiązaniami retencyjnymi w warunkach miejskich.

Materiały źródłowe i dokumenty

Konkluzja

„Mała retencja” miała być prostym rozwiązaniem wielkich problemów. Na Szamarzewskiego okazała się testem cierpliwości mieszkańców i lekcją tego, jak dobre intencje mogą rozbić się o złą realizację.

Bo pytanie brzmi nie: czy chcemy małej retencji — ale jakiej małej retencji naprawdę potrzebujemy?


Krajowy rejestr nieuczciwych najemców